Ostatnim dziełem reżysera Tadeusza Konwickiego jest Lawa. Opowieść o ,,Dziadach’’ Adama Mickiewicza. Kolejna adaptacja litewskiego poety i kolejny powrót w ojczyste strony. Znów zadanie niełatwe do wykonania – połączyć wszystkie części Dziadów tak, by tworzyły spójną i logiczną całość. Jednak Konwicki, jako doświadczony już filmowiec podołał temu zadaniu i skomponował utwór oddający ducha dzieła Mickiewicza, dodając przy tym wątki faktograficzne z historii bliższej. Przez cały film przewija się rytuał przywoływania duchów, tworzy on ramę kompozycyjną dla pozostałych części dramatu. Narrator-poeta (duch) łączy te wszystkie części swoją postacią, komentuje zdarzenia, staje się kimś z zewnątrz, ponadczasowym i ponadprzestrzennym. Wspaniała rola przyjaciela Konwickiego Gustawa Holoubka i jego świetny monolog Wielkiej Improwizacji (aktor doświadczony pod tym względem, grał w Dziadach Kazimierza Dejmka z 1967 roku) przyczyniają się do sukcesu filmu i stanowią jak dotąd, nie licząc telewizyjnych wersji spektaklu, jedyny filmowy przekład dramatu Mickiewicza.
W jednym z filmów Tadeusza Konwickiego, Dolina Issy, szczególnego znaczenia nabiera wizja powrotu do mitycznego czasu minionego, do krainy dzieciństwa, do ojczyzny, która znikła po II wojnie światowej. Konwicki jako przedstawiciel kina autorskiego nie bez powodu wybrał na materiał swego filmu właśnie tę pozycję Miłosza. Obaj autorzy pochodzą z ziem litewskich, które po okupacji nie weszły w obręb państwa polskiego. Tęsknota za ojczyzną, ale także fascynacja poetą znad Niewiaży, skłoniły Konwickiego do podjęcia wyzwania adaptacji niełatwej do przełożenia książki. W filmie, o stylistyce wizji sennej, mglistych wspomnień, tytułowa dolina i jej obraz pełnią najistotniejsze funkcje. W pięknej scenerii toczy się fragmentaryczna, postrzępiona fabuła, dzieciństwo Tomasza, romanse, nieodwzajemnione miłości i niepokój związany z poczuciem winy leśnika Baltazara. Wszystkie te wydarzenia rozgrywają się na tle pięknego, niemal sakralnego krajobrazu litewskiego, który to kraj sprawia wrażenie właściwego bohatera historii.
Tadeusz Konwicki, autor Sennika współczesnego jest nie tylko wspaniałym polskim dramaturgiem i powieściopisarzem, lecz również nieco zapomnianym już, lecz świetnym scenarzystą i reżyserem. Jednym z najlepszych jego filmów jest Jak daleko stąd, jak blisko. Jak daleko stąd, jak blisko w swej konstrukcji obrazowania rzeczywistości idzie jeszcze o krok dalej od poprzednich dokonań autora. W tym filmie teraźniejszość już nie kłóci się o swoje prawa ze wspomnieniami bohatera, lecz współistnieje z nimi na równych prawach. Czterdziestoletni bohater filmu Andrzej (Konwicki w ’70 skończył symboliczne mickiewiczowskie 44 lata) przywołuje w swej pamięci sceny z minionego okresu życia. Funkcjonowanie odległych płaszczyzn czasowych Konwicki ukazał w konwencji onirycznej, snu na jawie. Konwicki w Jak daleko stąd, jak blisko odszedł od prób realistycznego wyjaśniania życiowych doświadczeń swych postaci. Teraz nie ma już granic między tym, co było, a tym co się dzieje, Andrzej rozmawia z umarłymi – czas i przestrzeń, przyczyna i skutek ulegają dekonstrukcji.